FRAGMENTY I CYTATY

Fragmenty i cytaty z książki Podziemne Miasto Wojciecha Karpowicza



Czasem pozornie zwyczajny dzień może okazać się początkiem serii niezwykłych wydarzeń. Było piękne, słoneczne, lipcowe popołudnie. Siedzieliśmy w knajpie Biała Mewa w Międzyzdrojach, sącząc chłodne piwko i patrząc na morskie fale leniwie bijące o piaszczysty brzeg. Wiatr delikatnie mierzwił nam włosy na głowach, rzeczony zaś browarek mącił nieźle we łbie.



Nasze „jutro”, tak jak nasze wczoraj i przedwczoraj, nie miało planu. Dzień rozpoczęliśmy około południa od – a jakże – browarków. Życie trzech kawalerów nie jest szczególnie skomplikowane. Jeżeli dodać do tego, że wszyscy jesteśmy marynarzami i udało nam się w końcu spotkać na lądzie w jednym czasie i miejscu, to co tu dużo mówić – bajka albo, jak kto woli, morskie opowieści.



W godzinkę wszyscy mieliśmy z głowy prysznic oraz całą kosmetykę, więc śniadanie zjedliśmy powoli i w spokoju. Jajówa – dobra sprawa, tylko niepotrzebnie Adam zrobił ją ze smażoną cebulą. Lubię cebulę, ale cebula nie lubi mnie. Wiecie, co mam na myśli? Jeśli nie wiecie, to nawet i lepiej.



Raz-dwa zrzuciliśmy zbędne ciuchy i wskoczyliśmy do morza. Woda miała nie więcej niż dziewiętnaście stopni Celsjusza, prawie wrzątek – w końcu to Bałtyk, prawda?



– Powiesz mi coś więcej o sobie?

– Dobrze, ale to chyba ja najpierw powinnam wiedzieć, z kim się zadaję – odpowiedziała, uśmiechając się do mnie.

– Co chcesz wiedzieć?

– Wszystko. Chcę wiedzieć wszystko.



Wspaniale jest być bohaterem, prawda? Nawet jeśli tylko takim tyci, tyci.



Ruszyłem przed siebie, oświetlając sobie drogę komórką. Co to za tunel? Skąd się tu wziął? Teraz już zupełnie nie wiedziałem, co myśleć.



– Przepraszam za spóźnienie.

– Nie ma sprawy. To tylko dwadzieścia pięć godzin. Taki tam akademicki kwadransik.



Założyłem na czoło latarkę i zszedłem na dół. Po drodze usłyszałem, jak zamyka się za mną właz i poczułem się bardzo nieswojo. Jak w grobowcu. Nie powiem, by mi się to podobało, ale już nie było wyjścia. To znaczy było, tylko już zamknięte.



– Dziwne, tamte drzwi otworzyły się bez większego problemu, a ten właz za cholerę nie chce. Może trzeba popsikać przy zawiasach? – zastanawiałem się.

Adam podał mi spray i zapytał:

– Dlaczego tamte to były drzwi, a ten tu to właz?

– Przez drzwi się wchodzi, a przez właz włazi – odburknąłem i odwróciłem się do zawiasów.



Właz w końcu skapitulował, otwierając się z przeraźliwym, metalicznym skrzypnięciem. Zaświeciliśmy latarkami, w środku jednak ukazał się kolejny korytarz. Od razu poczułem inne powietrze. Bardziej suche i o innym zapachu.



– W którą stronę teraz? – zapytał Adam.

– W prawo. Zgodnie z ruchem wskazówek zegarka. Łatwiej będzie później się odnaleźć, jeżeli trzymamy się jednej zasady.

– Planujesz się zgubić?

– Nie, przewiduję różne scenariusze.



Przed nosem zobaczyłem wylot lufy. Działała na mnie hipnotyzująco. Nie mogłem skupić wzroku na czymkolwiek innym. Nie mogłem się także ruszyć. Pot zalewał mi oczy. Czułem, że strużka płynie mi też po plecach. Nie chciałem umierać. Nagle usłyszałem wystrzał.



Tomek spojrzał na mnie, po czym wziął kawę i poszedł z nią do Adama. Postawił ją przy łóżku i zaczął wachlować dłonią aromat prosto do jego nosa. No, ciekawy sposób na pobudkę. Nawet jakiś taki czuły, bym powiedział. Z drugiej strony kolory na twarzy Adama wyzwalały w ludziach same dobre cechy, jak litość i współczucie. Spojrzałem na Tomka i… No cóż, jego twarz również była pełna kolorów. Prawdziwe braterstwo siniaków!



Wchodząc do domu, zdziwiłem się, że z chłopaków takie niechluje i nie domykają drzwi. Okazało się jednak, że nie było ich jeszcze w domu, za to musiał być ktoś inny, gdyż wszystkie nasze rzeczy leżały porozrzucane po całym mieszkaniu.



Wyszliśmy na promenadę. Było upalnie. Okoliczne budki z gastronomią czy też pamiątkami były od dawna otwarte. Ruch odbywał się głównie w stronę plaży. Ostatni spóźnialscy plażowicze naiwnie sądzili, że postawią tam jeszcze swój parawan.



Chłopaki mogli cieszyć się wieczorem, a mnie pozostało tylko przyglądać się papużkom nierozłączkom oraz zamkom w drzwiach. Jedne drzwi od ulicy, drugie od zaplecza. Do tego osobny klucz do magazynku na zapleczu. Troje drzwi i w każdym po jednym zamku. Które zamki otwierają dodatkowe dwa klucze? Gdzie one się znajdują? Te pytania pozostawały bez odpowiedzi. Na razie.



Odgłos mielącego kawę ekspresu obudził w końcu chłopaków. A może spowodował to zapach gotujących się parówek? Wchodząc do kuchni, spojrzeli na mnie nieprzytomnym wzrokiem, a Tomek zapytał:

– Która godzina?

– Twoja ostatnia, jeśli nadal będziesz tak chrapał – rzuciłem.

– Ósma? – zapytał Adam.

– Ósma była dwie godziny temu. Kto chce kawę?



– Tyle kryminałów się naczytałeś, a o podstawach przesłuchania nie pamiętasz? Trzeba zadawać pytania, w kółko i w kółko, aż pojawi się niezgodność w zeznaniach lub nowe szczegóły.

– O, a ty skąd masz taką wiedzę? – zdziwiłem się.

– Z filmów oczywiście.



Wziąłem puszkę do ręki – jeszcze była chłodna. Otworzyłem i pociągnąłem duży łyk. Po chwili gulgałem już kolejne.

– Nie obrazicie się, że piję sam, co? – zapytałem pomiędzy łykami.

– Daj spokój. Przecież to coś jest bezalkoholowe – odpowiedział Rysiek, a Adam przytaknął mu głową.





Książka Podziemne Miasto Wojciecha Karpowicza – wizualizacja
Zamów książkę Podziemne Miasto Wojciecha Karpowicza – księgarnie i sklepy

LUB ZOBACZ WIĘCEJ:

Recenzje, opinie i oceny o książce Podziemne Miasto Wojciecha Karpowicza

Zobacz więcej – opis świata i bohaterów z książki Podziemne Miasto Wojciecha Karpowicza